Problemy życia codziennego

Szkolnictwo w odrodzonym państwie

Nauka o Polsce Współczesnej (fragm.)

W obecnym splocie stosunków naszych nie ma pilniejszej rzeczy nad szerzenie wśród obywateli nauki o Polsce. […]  To nieuświadomienie narodowe i obywatelskie, ogarniając olbrzymią większość obywateli Państwa, to najgroźniejsze niebezpieczeństwo dla oswobodzonej Polski, i póty należałoby wołać: „Ojczyzna jest w niebezpieczeństwie!”, dopóki nauka o Polsce nie dotrze do najcichszych i najdalszych zakątków kraju, bo przecież wszędzie mieszkają obywatele o szerokiej pełni praw obywatelskich.
Państwowość powstaje z tak licznych i tak niezwykle pokomplikowanych czynników, że chociażby najogólniejsze pojęcie o nich musi mieć każdy obywatel Państwa, a tym bardziej obywatele o tak wielkiej sumie praw, jakie mają każdy Polak i każda Polka. [...] Nauka o Polsce Współczesnej powinna być przedmiotem wykładów w każdej szkole, na Kursach dla dorosłych, w wojsku, w instytucjach oświatowych, kółkach rolniczych, kooperatywach, słowem wszędzie, gdzie się czegoś uczy.
Dalej nawet iść należy: wykładów o Polsce współczesnej winien słuchać każdy obywatel obowiązkowo, zmuszony do tego, jak do innych świadczeń na rzecz Państwa.
Bez silnej akcji w tym kierunku byt Państwa zawsze opierać się będzie tylko na porywie młodzieńczym i na protekcji sprzymierzeńców.

„Oświata Pozaszkolna”, 1922, z. 1-2, s. 75-77.

Rozporządzenie Naczelnego Prezesa Prowincji Poznańskiej w sprawie oświaty i szkolnictwa (fragm.), 25 stycznia 1919 r.

W prowincji poznańskiej rozporządza się w porozumieniu z Komisariatem Naczelnej Rady Ludowej tymczasowo, co następuje: 
I. Znosi się rozporządzenie naczelnego prezesa prowincji poznańskiej z dn. 27 października 1873 r. oraz wszelkie inne zarządzenia ograniczające lub wykluczające język Polski ze szkół. [...]
II. Zasadą naczelną jest zapewnienie polskiej nauki jako podstawowej dla dzieci polskich, niemieckich zaś dla niemieckich. Dotychczasowy podział szkół według wyznań należy zatrzymać, a szkoły symultanne, o ile możliwości, rozdzielić na wyznaniowe. Rodzicom bezwyznaniowym pozostawia się wolny wybór szkoły, bez przymusu nauki religii dla ich dzieci. 
III. Dla uczniów i uczennic polskich będzie 
 a) język polski wykładowym we wszystkich szkołach ludowych, obywatelskich i im równorzędnych, tak katolickich, jak ewangelickich,
b) języka niemieckiego udziela się tylko jako przedmiotu nauki w szkołach cztero lub więcej klasowych tygodniowo w 3 do 4 godzinach, na stopniu średnim i wyższym.

„Tygodnik Urzędowy Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu”, 1919, nr 4, s.19-20.

Dekret o obowiązku szkolnym (fragm.), Warszawa, 7 lutego 1919 r.

I. O obowiązku szkolnym w ogólności. 
 Art. 1. Wykształcenie w zakresie szkoły powszechnej jest obowiązkowe dla wszystkich dzieci w wieku szkolnym. 
 Art. 2. Szkoły powszechne będą tworzone w takie liczbie, aby wszystkie dzieci w wieku szkolnym mogły korzystać z nauki. 
Art. 3.  W każdej miejscowości, w której liczba dzieci w wieku lat od 7 do 14 włącznie wynosi w ciągu po sobie następujących 3 lat co najmniej 40, gmina jest obowiązana założyć szkołę powszechną. [...]
II.  O wieku szkolnym. 
Art. 8.  Szkoła powszechna obejmuje siedem lat nauczania. Do czasu jednak zorganizowania we wszystkich miejscowościach pełnych siedmioletnich szkół powszechnych przejściowo utrzymane są i tworzone będą szkoły powszechne z czteroletnią nauką codzienną i z obowiązkową nauką uzupełniającą trzyletnią lub szkoły powszechne z nauką codzienną pięcioletnią i z obowiązkową nauką uzupełniającą dwuletnią. […]
X.  O karach za niedopełnienie obowiązku szkolnego. 
Art. 40.  Odpowiedzialność za dopełnienie obowiązku szkolnego ponosi ojciec dziecka, a jeżeli ojciec nie żyje lub władzy rodzicielskiej nie sprawuje, to matka. Jeżeli oboje rodzice nie żyją lub władzy rodzicielskiej nie sprawują, odpowiedzialny jest opiekun. 
Art 41. Kto ukrywa dziecko przed zapisaniem do szkoły lub usiłuje przez wybiegi uwolnić je od uczęszczania do szkoły, ulega karze aresztu do 5 dni lub grzywnie do 100 marek polskich (150 koron) za zmianą w razie nieściągalności na karę aresztu do 5 dni.

„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego”, 1919, nr 2, poz. 2.

Galeria
Okólnik do Dyrekcji Szkół Średnich b.[yłego] Królestwa Kongresowego w sprawie egzaminów dojrzałości i przygotowania do nich w ciągu roku szkolnego (fragm.), Warszawa, 12 sierpnia 1919 r.

Spostrzezenia, poczynione na egzaminach dojrzałości w ubiegłych latach szkolnych, pozwalają na wysnucie pewnych wskazówek, dotyczących bądź to pracy szkolnej, bądź sposobu prowadzenia egzaminów, poprawiania wypracowań itp. Wskazówki te powinny być zastosowane już w roku bieżącym, wobec czego Dyrekcje szkół zechcą jak najprzychylniej zakomunikować niniejszy okólnik Radom Pedagogicznym.
1.W roku 1918/19 pewna część szkół osiągnęła lepsze wyniki, niż w roku poprzednim; w niektórych wypadkach postęp był nawet znaczny. W większości jednak szkół poziom nauczania nie uległ zmianie na lepsze. Pomimo, że tematy egzaminacyjne były łatwe, a wyniki egzaminu - jak świadczą sprawozdania delegatów Ministerstwa - były nieraz oceniane zbyt pobłażliwie, to jednak zaledwie 65% uczniów klasy Vlll i niespełna  60% uczennic mogło uczynić zadość wymaganiom egzaminacyjnym. […] Tematy z literatury polskiej należy tak dobierać, aby zmuszały one ucznia do analizowania, interpretowania i porównywania przeczytanych tekstów, zapobiegały zaś wszelkim frazesom ogólnikowym i powtarzaniu cudzych, nieprzetrawionych poglądów. Z dzieł literackich należy uwzględniać tylko pierwszorzędne, jednak z zakresu całej literatury, nie zaś tylko z twórczości trzech wielkich poetów romantycznych. W każdym razie Fredro i najwięksi powieściopisarze wieku XIX, z Sienkiewiczem (powieści historyczne) na czele, powinni na równi z romantykami stanowić źródło tematów egzaminacyjnych. W dalszej przyszłości przewiduje się czerpanie tematów rownież z tych arcydzieł literatury powszechnej, których czytanie i komentowanie zalecone będzie szkołom w opracowanym przez Ministerstwo programie gimnazjum wyższego. [...]
5. Wypracowania z języka polskiego bywają często chaotyczne, pełne mętnej i pustej frazeologii, a nieraz nie zawierają wcale odpowiedzi na temat. Uczniowie w wielu szkołach wykazują słabą znajomość i słabe rozumienie tekstów literackich, a w związku z tym niedostateczną orientację w polskiej kulturze. Są to fatalne skutki oparcia nauczania literatury- jak się to dzieje w wielu szkołach- na wykładzie nauczyciela i czytaniu podręczników historyczno-literackich, zamiast, jak być powinno, na powolnej i dokładnejlekturze tekstow, połączonej z ich rozbiorem i interpretacja. […]
6. W odpowiedziach z historii uderza przede wszystkim werbalizm. Abiturienci często operują terminami, których znaczenia zupełnie nie rozumieją; mówią np. o przywilejach stanowych we Francji przedrewolucyjnej, a nie wiedzą, co to jest stan i czy dziś w Europie istnieją stany; mówią o trybunale koronnym, a nie umieją wskazać zasadniczych różnic między trybunałem i teraźniejszym sądem; wyliczają humanistów, a nie wiedzą,
na czym polegał humanizm itp. 
W niektórych szkołach uczniowie nie zdają sobie sprawy z przyczyn i skutków najważniejszych zdarzeń dziejowych, a nawet znanych sobie faktów nie umieją ugrupować tak, by w najogólniejszych zarysach przedstawić rozwój polityczny lub spoleczny poszczególnych krajów. Na egzaminie należy stawiać przeważnie pytania syntetyczne, jasno sformułowane i dające abiturientowi możność opierania się na materiale konkretnym (faktycznym), nie pozwalające zaś na wygłaszanie ogólników bez istotnej treści.

„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Wyzań Religijnych i Oświecnia Publicznego”, 1919, nr 9, poz. 30.

Dionizy Majewski o zakładaniu szkół po wojnie

Rodzice naszych uczniów z 1915 r. i młodszych zwrócili się do Powiatowej Rady Opiekuńczej, aby otworzyła przedwojenne progimnazjum w ramach swojej działalności charytatywnej, a mnie powoła na dyrektora. Koncesję uzyskałem i w końcu lipca [1917- red.] przystąpiłam do organizacji szkoły. Największą trudnością teraz był brak lokalu. Gmach przedwojennego progimnazjum nadal zajmowali Niemcy, a miasto było zniszczone w 75%. […] Dokonano pewnych przeróbek w zabudowaniach poklasztornych, zabrano z nich mieszczące się tam sklepy Powiatowej Rady Opiekuńczej, zbudowano połączenie pomiędzy parterem i pierwszym piętrem - i oto - chociaż w tak odmiennych warunkach - powtórzyła się  historia: gorączkowe przygotowania do egzaminów, egzaminy w sierpniu - a dnia 1 września, długi Sznur pacz pan uczniowskich maszerował do kościoła farnego na nabożeństwo z okazji rozpoczęcia nowego 1918/1919 roku szkolnego. Ubrani byli ci nasi uczniowie bardzo rozmaicie - wojna wycisnęła i to swój smutny ślad, nawet czapki były różne - nie tak jak pięć lat temu; i różnice wieku uczniów występowały wyraźnie, ale entuzjazm i chęć do nauki były nie mniejsze. […]  Gdy zarysowała się możliwość przejęcia progimnazjum przez państwo, zaczęliśmy wspólnie z doktorem Psarski myśleć o tym, aby zorganizować w Ostrołęce szkołę rzemieślniczą dla chłopców; zdawaliśmy sobie sprawę, że dla wielu chłopców w mieście i w powiecie szkoła ogólnokształcąca nie jest drogą realizacji ich aspiracji życiowych. […]  Sprawa lokalu rozwiązała się pomyślnie: jeśli gimnazjum później do domu Niedziałkowskiego, to lokal w zabudowaniach klasztornych można będzie zajęć na szkołę rzemieślnicze i bursę. Dla stworzenia oparciea materialnego powoła się koło odrodzonej Polskiej Macierzy Szkolnej. Szkoła będzie miała jeden tylko wiedział ślusarsko-mechaniczny;  rozpocznie się od jednej klasy. […] Leżała jeszcze dotąd nie załatwiona sprawa szkoły średniej dla dziewcząt; w hierarchii potrzeb wydawały się nam pilniejsze szkoły dla chłopców, ale teraz, gdy mieliśmy już i gimnazjum, i szkołę rzemieślniczą, sprawa szkoły średniej dla dziewcząt stanęła na porządku dziennym. Znów zaczęliśmy od zabudowań poklasztornych. Szkoła rzemieślnicza poszła do cerkwi, pozostała tylko bursa. […] 1 września 1921 r. do licznej gromady chłopców z gimnazjum państwowego i szkoły rzemieślniczo-przemysłowej Polskiej Macierzy Szkolnej dołączył się sznur dziewcząt z gimnazjum żeńskiego Towarzystwa Szkoły Średniej. Kościół farny zapełnił się już całkowicie młodzieżą. A nam serca rosły.

D. Majewski, Wspomnienia nauczyciela z lat 1893-1945,  Wrocław-Warszawa 1959, s.99, 104-105.

Michał Budny o Gimnazjum im. Jana Zamoyskiego w Warszawie (wspomnienia ucznia)

[…] lstniały wówczas dwa typy gimnazjum: przyrodniczo-matematyczne i klasyczno-humanistyczne. Moja szkoła należała do tego ostatniego, co bardzo mi odpowiadało, bosiem z wszelką matematyką zawsze byłem „na bakier” i szczerze jej nienawidziłem. Uczono m.in. dużo łaciny, nie było natomiast greki, ku wielkiemu oburzeniu moje mego Ojca. […] Każdego dnia o 8 rano wszystkie klasy ustawiały się czwórkami na korytarzach, a następnie, poczynając od klasy wstępnej, maszerowały pod bacznym okiem wychowawców do kaplicy szkolnej, gdzie przy akompaniamencie organów Kudelskiego na chórze, cała szkoła śpiewa pieśń-modlitwę „Kiedy ranne wstają zorze”.  Poranna ceremonia odbywała się niezwykle sprawnie i precyzyjnie. Obszerna kaplica mieściła się na drugim piętrze czteropiętrowego gmachu. Klasy z dolnych pięter ruszały do głównych, szerokich schodów i maszerowały w górę, klasy z górnych pięter schodziły w dół, jedna po drugiej, zawsze z zachowaniem kolejności, od najmłodszych do najstarszych. Najmłodsze klasy stawały w kaplicy przed samym ołtarzem, że nimi kolejno klasy coraz starsze, aż do klas ósmych. Po odśpiewaniu modlitwy porannej wracano w odwrotnym porządku, czwórkami, do poszczególnych klas. Punktualnie o godzinie 08.15 rano we wszystkich klasach rozpoczynała się pierwsza lekcja.  Taka skomplikowana codzienna musztra poranna przeszło 600 chłopców mogłaby zaimponować nie jednemu sierżantowi na polu ćwiczeń wojskowych. Przez całe sześć i pół roku pobytu w szkole nie pamiętam, aby choć jeden raz coś się w tych porannych marszach pomyliło czy popsuło, zawsze wszystko odbywało się „jak w zegarku”. Lekcje trwały 45 minut z pauzami po 15 minut, od 08:15 rano do 2 lub 3 po południu. Koło południa była tzw. wielka pauza, trwająca pół godziny, na którą cała młódź wybiegała z nieludzkim wrzaskim na boisko, obszerny plac na tyłach budynku, wysypany żużlem. […] Prze ciepłej pogodzie lekcje gimnastyki przenosiło się z wielkiej sali gimnastycznej na boisko. Na tym boisku starsze klasy urządzały również rozgrywki „szczypiorniakal, czyli piłki ręcznej. Nazwa tej gry pochodziła od obozów internowanych legionistów w Szczypiornie i Beniaminowie podczas pierwszej wojny światowej, po odmowie złożenia przysięgi władzom niemieckim. Gra była bardzo podobna do piłki nożnej z tą zasadniczą różnicą, że grało się piłką przy użyciu rąk zamiast nóg. Moja szkoła specjalizowała się w tym sporcie, osiągając wysoki poziom gry, a nasza drużyna reprezentacyjna zdobyła wiele razy mistrzostwo w dorocznych turniejach międzyszkolnych.

M. Budyń, Wspomnienia niefrasobliwe, Londyn 1985, s. 35-37.

Krystyna Libiszowska-Dobrska o pensji Cecyli Zyberk-Plater w Warszawie (wspomnienia uczennicy)

Kiedy skończyłam jedenaście lat, rodzice zdecydowali, że trzeba mnie oddać do szkoły. […] Dzień w internacie
zaczynał się wcześnie, ponieważ o ósmej rozpoczynały się lekcje, których miałyśmy codziennie pięć lub sześć. Po lekcjach obiad, potem, między piętnastą a szesnastą, pensjonarski spacer. Szłyśmy zawsze tą samą drogą: Alejami Ujazdowskimi do Belwederu i z powrotem. Prowadziła nas zawsze skurczona od zimna Francuska, zwana „Mamzelą” lub „Zelcią”, albo milcząca Angielka. Były to cudzoziemki zatrudnione do starej konwersacji w językach obcych. Na spacerze obowiązywał ubiór jak wojsku: zimowe płaszcze lub jesionki, albo szare, grube swetry zapinane na guziki. […] Po spacerze i krótkiej przerwie na podwieczorek nastawał czas odrabiania lekcji. Odbywało się to w dwóch salach szkolnych z podziałem na młodsze i starsze klasy, pod nadzorem osób pomagających w rozwiązywaniu trudniejszych zadań i problemów. Przez wiele lat pensjonarkom w trzech przedmaturalnych klasach pomagała w nauce Halina Auderska, wychowanka naszej szkoły i ulubienica przełożonej, zatrudniona na etacie nauczycielki. O siódmej była kolacja, potem krótki czas przeznaczony na zabawy w wielkiej sali, o ósmej dzwonek na długi pacierz, potem mycie. O dziewiątej gaszono w sypialniach światło i odtąd teoretycznie obowiązywała cisza. W praktyce właśnie wtedy kwitła giełda plotek, kawałów i sentymentalnych wynurzeń.

K. Libiszowska-Dobrska, Moje złote lata, Warszawa 1997, s.94-98.

Galeria
Życie akademickie we Lwowie

Młodzież wszystkich tutejszych [lwowskich- red.] szkół wyższych, jak Uniwersytetu, Politechniki, Akademii Handlowej, Weterynaryjnej itp., grupuje się w „Czytelni Akademickiej”, która już od szeregu lat była i jest placówką społeczno-ideowego jej życia. […] W łonie „Czytelni” istnieje cały szereg kół, jak artystyczno-dramatyczne, T-wo [Towarzystwo] sportowe, polonistyczne, chór itp. Na gruncie akademickim we Lwowie działają zrzeszenia o wybitnym charakterze filantropijnym, jak „Bratnia Pomoc” słuchaczów Wszechnicy, „Politechniki” itd. oraz Stow.[arzyszenie] „Zjednoczenia” (Żydów-asymilatorów), działając specjalnie w duchu zbliżenia polsko-żydowskiego.

„Prąd” 1920, nr 1, s. 30.

Galeria

Strona wykorzystuje pliki cookies dla lepszego dzialania serwisu.
Mozesz zablokowac pliki cookie w ustawieniach przegladarki.