Problemy życia codziennego

Kraj w pierwszych miesiącach po odzyskaniu niepodległości

Karol Wędziagolski o sytuacji w Warszawie

W końcu grudnia 1918 roku, po czterech z górą latach nieobecności w kraju, przyjechałem do Warszawy. [...] Widokowo Warszawa zrobiła na mnie przygnębiające wrażenie. Na każdym kroku w oczy rzucała się powszechna bieda. Drożyzna. Artykuły pierwszej potrzeby były niesłychanie drogie, i droższe z każdym dniem, zaś rzeczy i przedmioty wartościowe sprzedawano i kupowano za psi grosz. Kilo masła było w cenie dziennego zarobku inteligenta, dochody stróża kamienicy przekraczały pobory profesora uniwersytetu [...]. Bilet kolejowy do niewyraźnych jeszcze granic państwa był w cenie kilograma słoniny. Dobre obrazy, stylowe meble, biżuteria, futra, brązy i srebrne zastawy były do nabycia w cenach konkurencyjnie niskich, rzadko zresztą znajdując nabywców krajowych. Zagraniczni goście kupowali je za dolarowe centy i masowo wywozili z kraju. [...] 
Pomimo jednak tej dziwaczności gospodarczej, pomimo powszechnej troski o jutro, nastroje były dobre, odświętne i uroczyste. Klasy posiadające, czyli tzw. w porewolucyjnym słownictwie „burżuazyjne”, inteligencja i światłe mieszczaństwo były upojone ziszczonym snem o wolności.

K. Wędziagolski, Pamiętniki, Londyn 1972, s. 363-364.

Marian K. Dziewanowski o repatriantach ze Wschodu, maj 1920 r.

Droga do Żytomierza  Z Warszawy była długa i uciążliwa. Pociąg ewakuujący te rodziny polskie z Kresów, które nie czekając na wyniki kampanii kijowskiej zdecydowały się na powrót do kraju pochodzenia, był długi i przeładowany; zatrzymywał się on często na rozmaitych małych stacjach, aby dobierać nowych pasażerów. Do Warszawy, na dworzec wileński dobrnęliśmy w ostatnich dniach maja. Dworzec był zawalony walizami i tobólami  ludzi z poprzednich paru pociągów tego rodzaju; setki ludzi koczowało w poczekalniach, śpiąc na ławkach. Wśród nich krzątały się panie z Czerwonego Krzyża, niosąc pomoc sanitarną, rozdając dzieciom mleko, a starszym kawę czy herbatę. Rozładowywanie tego zbiorowiska trwało powoli, w miarę znajdowania powmieszczenia. Po małych miastach, takich jak Humań czy Żytomierz, Warszawa zrobiła na mnie duże wrażenie. Główne ulice nie były wybrukowane „kocimi łbami”, lecz przeważnie kostkami drewnianymi; to wyciszało ruch uliczny. [...] Ale Rosjanie, choć opuścili miasto przed prawie pięcioma Laty, w lecie 1915 roku, zostawili na nim swoje piętno. Na Placu Saskim, stał olbrzymi sobór prawosławny z cebulastym kopułami. Pałac Staczica, zamieniony przez Moskali na prawosławną cerkiew, był pomalowany na ponury, ciemno-czerwony kolor i był też zwieńczony dużą, pękatą kopułą. Poza tym, rosyjskie nazwy ulic, zamalowane jeszcze na jesieni roku 1915 białą farbą, ciągle były czytelne, bo farba juz zaczęła się łuszczyć: ciągle było wiele szyldów sklepowych z napisami rosyjskimi.

M. K. Dziewanowski, Jedno życie to za mało, Toruń 1994, s. 27.

Galeria
Pomoc dla Polaków powracających z Rosji (fragm.), grudzień 1921 r.

Według umowy z Rządem Sowietów, granicę Polski miała przekraczać ilość osób ściśle ograniczona, napr. Baranowicze 3500 osób tygodniowo. Na przyjęcie takiej to ilość osób przy czyniona przygotowania, tymczasem sprawa innym poszła torem: władze sowieckie zatrzymają Repatriantów w pobliżu granicy, terroryzują ich opowiadaniem o rzekomo nie może black warunkach życia w Polsce, a Zebrawszy większe partie, starają się przywieźć je od razu przez granicę, aby tym sposobem uniemożliwić władzą naszym wykonanie przepisów sanitarnych i administracyjnych. Częściowo ta niecna robota udała się komisarzem sowieckim, obecnie jednak przyczyniono już odpowiednie zarządzenia, tym bardziej, iż spodziewany jest napływ do 2000 osób dziennie i to wyłącznie przez Baranowicze. Z ramienia rządu polskiego Działa tam J.U.R., Który zdezynfekowawszy i nakarmiwszy uchodźców odsyła ich w głąb kraju, ale pomimo całej energii J.U.R. nie jest w stanie podołać nawałowi pracy, wskutek ogromnej ilości uchodźców i tej wielkiej nędzy, jaka wśród nich panuje.  Tą rozpaczliwą nędzę, w jakiej przebywają repatrianci, charakteryzują dobitnie słowa głównego kontrolera Y.M.C.A. na Polskę p. R.F. George „że Robin są Crusoe był ubranym jak król w porównaniu z tymi biedakami” - chyba zupełnie wyraźnie mamy odzwierciedlony stan materialny uchodźców, u których bardzo często cały skarb stanowi parę bezwartościowych sprzętów domowych, pieniędzy bowiem sowieckich nie można brać pod uwagę, gdyż wymienione na marki polskie dają śmiesznie małe kwoty, to też prawie wszystkie organizacje kulturalne mają tam swoje placówki [...].

„Czyn”, 1921, z. 12, s. 244.

Wawrzyniec Cichy o konieczności dokonania zmian na wsi polskiej

My młodzi, którzy już w 1918 r. czytaliśmy chłopskie gazety - „Piasta” , „Wyzwolenie”, „Gazetę Grudziądzką” -  wiedzieliśmy, że wieś nasza jest ogromnie opóźniona w rozwoju. Że za granicą ludzie umieją lepiej pracować i dlatego lepiej im się żyje. I czekaliśmy tylko, żeby Polska odzyskała wolność, a my wtedy zabierzemy się do pracy nad podniesieniem poziomu rolnictwa i dobrobytu oraz kultury wsi. Bo przecież oraliśmy jeszcze sochą. Za postęp uważało się wtedy jeszcze wczesne sianie, a także pozostawianie czarnych ugorów, to znaczy nie zaoranych jeszcze pól, na których przez jedne rok pasało się bydło, a dopiero w następnym roku przeznaczało się je pod uprawę. Taki odpoczynek potrzebny był jałowej ziemi, lecz jednocześnie oznaczał także jej próżnowanie, gdyż przez cały rok nie była ona wykorzystywana.

W. Cichy, Wspomnienia wiciarza, Warszawa 1980, s.144-145.

Galeria
Noszenie biżuterii jest dziś zbrodnią narodową (fragm.)

Jednym z ważnych powodów klęsk, spadających obecnie na Polskę, jest pusty skarb państwa. Niepowodzenia plebiscytowe spowodowane zostały prawie wyłącznie niskim stanem naszej waluty i grożącymi stąd stratami dla ludności przyłączonej do Polski. Drożyznę, która burzy równowagę ekonomiczną, powoduje mała wartość naszego pieniądze. Braki w uzbrojeniu armii są również spowodowane trudnościami nabycia czegokolwiek za naszą zdeprecjonowaną walutę.  Dzisiaj również ważną sprawą jest tworzenie armii i zwiększanie wytwórczości jest zgromadzenie w skarbie państwa jak największych ilości złota. Dotychczasowy sposób zbiórki złota nie dawał dostatecznych wyników. W roku 1914 widziałem jak ubrylantowane panie przyjmowały od biedaków ślubne obrączki. Nic więc dziwnego, że zapał oddawania złota na cele narodowe nie ogarnął szerokich sfer. W pierwszym rzędzie inteligencja powinna dać przykład, wyrzekając się wątpliwej przyjemności noszenia biżuterii. Następnie powinno się  wywrzeć silny nacisk na klasy posiadające, aby o ile nie chcą swojego złota oddawać za opłatą Polsce, aby wstrzymały się przynajmniej od prowokowania społeczeństwa przez chełpienie się swoim złotem.  Fakt zatrzymania złota w prywatnym posiadaniu w chwili gdy państwo tego złota dla utrwalenia bytu potrzebuje, jest zbrodnią. [...] Polak, noszący dzisiaj biżuterię, mimo świadomości o niezbędności tego złota dla państwa, nie jest lojalnym obywatelem.

„Kurier Lwowski” , 1920, nr 200, s. 3.

Inflacja i bieda

Ciągły wzrost cen artykułów nie tylko pierwszej potrzeby, ale wszystkich w ogólności, wywołuje ciągłe podwyższanie płacy robotnikom, tak przemysłowym, jak i rządowym tj. urzędnikom, wymaga ciągle nowej produkcji marek polskich tak że w niedługim czasie z powodu ciągłego braku papieru przestaną wychodzić nawet gazety, a jedynym drukowanym papierem będą mareczki. Ta ustawiczna produkcja marek, wywołuje ich dewaluację, spadek kursu wobec papierów zagranicznych, a więc nową drożyznę i to w stosunku kwadratowym. Tak dalej być nie może. Zapobiec temu może tylko praca wytwórcza, odbudowa i przemysłowienie kraju. W Małopolsce leży w gruzach tysiące domów, kamienic większych i mniejszych gospodarstw rolnych, gorzelni, młynów, garbarni, cegielni itp. - o których odbudowie marzyć nie można ze względu na wysokie ceny materiałów budowlanych i robocizny. Tysiące ludzi jest bez zajęcia, a rząd by nie dać umrzeć z głodu tym bezrobotnym płaci im zasiłki, które znowu są niewystarczające. Ci bezrobotni to plaga Polski, z nich rekrutują się rabusie i złodzieje kolejowi, z nich nasi domowi bolszewicy, z obecnego stanu niezadowoleni, upatrujący w przewrocie społecznym swoje zbawienie w dyktaturze ploretariatu. [...] Trzeba w dzisiejszych nawet warunkach rzucić się do odbudowy i do uprzemysłowienia, bo w takich warunkach za rok będzie wszystko znowu dwa razy tyle kosztowało.

„Nowe Czasopismo Aptekarskie” , 1920, z. 7.

Galeria
Drzewo na odbudowę (fragm.), kwiecień 1919 r.

Przed kilku tygodniami pisano w Gazecie, że sejm uchwalił prawo o wydawaniu budulca z lasów rządowych na odbudowę zniszczonych przez wojnę budynków po wsiach. Wskutek tego rząd wydał następujące przepisy. Drzewo budulcowe wydawane będzie drożnym gospodarzom rolnym i drobnym posiadaczom miejskim w kolei następującej: najprzód tym, którzy jeszcze wcale się nie odbudowali i mieszkają w ziemiankach, szałasach, gmachach wojskowych i w cudzych zabudowaniach; potem tym, którzy mają budynki gospodarskie, ale nie mają domów mieszkalnych; wreszcie tym, co mają domy mieszkalne, a nie mają budynków gospodarskich.

„Gazeta Świąteczna”, 1919, nr 1993, s. 3.

Okólnik Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w sprawie oszczędzania papieru, Warszawa, 16 kwietnia 1920 r.

Celem zaoszczędzenia w szkołach tak bardzo w dzisiejszych czasach kosztownego papieru polecam kierownikom szkół skasowanie względnie zmniejszenie do koniecznych rozmiarów marginesów w zeszytach, używanych przez uczniów oraz zastosowanie wszelkich w ogóle środków, zmierzających do jak najdalej idącego ograniczenia zużycia materiałów piśmiennych.

„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego”, 1920, nr 4, poz. 7.

Strona wykorzystuje pliki cookies dla lepszego dzialania serwisu.
Mozesz zablokowac pliki cookie w ustawieniach przegladarki.